Nałóg

Spokojnie… Nie będę opowiadał o swojej narkomanii czy alkoholiźmie, hazardzie bądź też satyryźmie (dla niewtajemniczonych – coś o seksie – a mogło być ciekawie, co nie?)…

Opowiem za to o tym co doprowadza mnie do ciągłego poszukiwania nowych ciekawych celów i opowiadania o nich… Nie wiem, czy medycyna bądź psychologia rozpoznała tą jednostkę chorobową, ale u mnie moje natręctwo przejawia się niepohamowaną potrzebą wyjazdów… Pierwsze objawy pojawiają się po około miesiącu od poprzedniej wyprawy, po dwóch miesiącach już mnie „trzepie”, więcej niż trzech miesięcy chyba nie wytrzymałem… Ponoć świadomość swojego nałogu to pierwszy krok do jego wyleczenia? Nie dziękuję – nie chcę się leczyć…

Poza tym bardzo lubię dzielić się wrażeniami z osobami, które przynajmniej w części podzielają moje doznania z poznawania pięknych okolic… Dlatego często-gęsto gonię różnej maści znajomych w mniejsze lub większe wyprawy… Niektórzy mają dość po pierwszym razie – inni wracają. I dlatego wylewam na „papier” (w postaci ekranu komputera) moje nie zawsze poradne elaboraty (najpierw w postaci wpisów na camperteam.pl, teraz już na swoim poletku) mając nadzieję, że ktoś kiedyś dzięki temu też zobaczy to co ja i się to spodoba.